Pomysł na siebie, na życie, na biznes

Na pewno każdemu obiło się o uszy, że najważniejszy jest pomysł. Pomysł na biznes, pomysł na życie, pomysł na siebie. Tak, pomysł jest ważny, ale to nie do końca jest tak, że żeby osiągnąć coś w życiu wystarczy mieć pomysł. Bo któregoś dnia ten pomysł przychodzi i … znika w czeluściach niepamięci tak szybko, jak szybko się pojawił...

Kiedy nie masz pomysłu

Jest wiele szkół mówiących o tym, jak należy żyć, co robić, kim być. Co człowiek, to zupełnie inna szkoła. To dobrze, bo każdy może w końcu trafić na coś dobrego dla siebie. No, tak, wiadomo, jak żyć i co robić, kiedy ten pomysł już jest, ale kiedy go nie ma? Skąd go wziąć?

Ponoć wszystkie odpowiedzi nosimy w sobie. Wystarczy słuchać swojego wewnętrznego głosu, aby pomysł do nas przyszedł. I to nie jeden pomysł. Każdy jeden przyniesie kolejny i kolejny, i kolejny.


Kiedy nie masz pomysłu, rób coś. Po prostu coś rób. Coś sobie wymyślaj, buduj, opowiadaj o tym znajomym, zapisuj, a coś się wykluje – według maksymy „Rób coś, a okazje przyjdą same”.


Kiedy masz pomysł

Bingo! Któregoś dnia masz olśnienie! Twoja podświadomość skleiła fragmenty rozmów, wiedzy i doświadczenia i nagle wiesz – to jest to! Czujesz się, jakbyś wygrała na loterii. Już teraz wiesz, co chcesz robić w życiu, jaką firmę zakładać, w co inwestować. W końcu znasz odpowiedź. Zapisujesz w pośpiechu pierwszy projekt, patrzysz na życie przez różowe okulary, ekscytacja sięga zenitu.

Mija kilka dni. Mija kolejne kilka dni. A ty swojego pomysłu nie realizujesz. Nagle okazuje się, że to jest za duże. Że to jeszcze nie czas. Że za tydzień, za dwa tygodnie, za miesiąc i najlepiej wtedy, kiedy minie ten gorący okres. Gorący okres mija i twój zapał również. Pomysł, jak był genialny, tak teraz... cóż, chyba przeceniłaś własne możliwości... Masz w głowie mętlik różnych myśli... I nie wiesz. I nie robisz nic. Pomysł leży na półce. Masz go, ale go nie używasz.


Pomysł na życie

To wcale nie musi być pomysł na biznes. To może być pomysł na życie. Na przykład czujesz, że powinnaś iść na psychologię albo filozofię, bo to cię fascynuje. Wymyśliłaś to jeszcze w pierwszej klasie liceum. Ale kiedy przychodzi czas matur, ty już wiesz, że idziesz na ekonomię, chociaż nie chcesz. Ale myślisz sobie, że lepiej być bezrobotną ekonomistką niż bezrobotną filozofką. Tak właśnie powiedziała ci mama albo znajomi. Albo inaczej: idziesz na filozofię, ale po studiach rezygnujesz z marzeń i akceptujesz „zasady rzeczywistości”, przecież nikt z filozofii nie wyżyje, więc zaczynasz się zajmować sprzedażą ubrań w sklepie odzieżowym. Szybko zostajesz nawet kierowniczką. Pensja rośnie, znajomi mówią „no i wyszłaś na ludzi!”. A ty co? Porzuciłaś pomysł, zagłuszyłaś głos serca.