Kobieta proaktywna i Viktor Frankl

Język osoby proaktywnej

Osoba proaktywna zawsze pyta „co ja mogę zrobić?”. Mówi „wybieram”, mówi „decyduję”, mówi „wolę”, mówi „zobaczmy, co da się zrobić”, mówi „zrobię to i to”. W każdej życiowej sytuacji możesz siedzieć z założonymi rękami i bezwolnie poddawać się kolejom losu, czekać aż „się ułoży”, aż „sytuacja się ustabilizuje”, aż ktoś coś dla ciebie załatwi. Możesz też wyjść losowi na spotkanie. Ukręcić łeb problemom. Zrozumieć, że jeśli chcesz, aby coś wyglądało inaczej, najlepiej jest się tym zająć, zamiast oczekiwać od innych, aż coś dla ciebie zmienią. Taka postawa odbija się w naszym języku. Ktoś, kto mówi „nie mogę tego zrobić”, „to na pewno nie wyjdzie”, „oni na pewno się na to nie zgodzą”, „ona doprowadza mnie do szału” - zdradza, że nie chce mieć wpływu na to, co się dzieje. To ty decydujesz, co robisz, co możesz. To ty pozwalasz na to, że ktoś doprowadza cię do szału.


Lepiej się nie wychylać?

Szkoła, dom, tak zwane życie – w tych miejscach uczymy się, że nie mamy wpływu, że jesteśmy zbyt malutcy, żeby mieć ten wpływ. Nasi rodzice często powtarzają „nie podskakuj”, „nie wychylaj się”, „nic nie można poradzić” - ucząc nas w ten sposób, że nie możemy. Że mogą tylko wybitne jednostki (ale co to za jednostki? Politycy? Bogacze? Aktorzy?). Nauczyciele często mówią „jesteś leniem”, „jesteś ograniczona”, „do niczego nie dojdziesz”. Akceptujemy te słowa i opinie. Na ich podstawie budujemy sobie obraz świat i nas samych. Żyjemy latami z przekonaniem, że nie możemy, że się nie uda, że naszym życiem rządzi zły los i tak po prostu jest. Stajemy się reaktywne.


Reaktywność - bo los tak chciał

Osoby reaktywne swoje stany emocjonalne, samopoczucie, całe swoje życie uzależniają od otoczenia. Świeci słońce – są wesołe. Pada deszcz – są ponure. Ktoś je kocha – są szczęśliwe. Ktoś je zdenerwował, okrzyczał – są wściekłe i smutne. Mieszkają w wiosce A, gdzie każdy jest rolnikiem, ma dwie krowy, nigdy nie wyjeżdżał daleko, robią to samo: są rolnikami, mają dwie krowy i nigdy nie wyjeżdżają za daleko, bo tak się po prostu robi, bo tak się żyje, bo tak wygląda życie. Co z tego, że chcą mieszkać w mieście i uczyć na uniwersytecie? Już im ktoś powiedział, że nie mogą, że do niczego nie dojdą, że są przeznaczone do krów i rolnictwa. Nie realizują swoich pragnień, nie biorą odpowiedzialności za swoje szczęście, chodzą tylko podłamane nudą i bezsensem życia i nic nie robią, żeby to zmienić.


Ludzie reaktywni obwiniają za stan swojego życia, za swoje nieszczęście i życiową frustrację – innych ludzi i otoczenie. To wina nauczyciela, że nie umiem, to wina mojej mamy, że jestem gruby, to wina genów, że jestem niezaradny życiowo, to przez tą pogodę się ciągle wściekam i na wszystkich krzyczę. Nie widzą swojego udziału w życiu. Mówią tylko „nie mogę”, „muszę”, „takiej jest życie”.


Proaktywność – radość i wolność

W przeciwieństwie do reaktywności – proaktywność daje wolność. Daje radość budowania od podstaw. Daje wiarę i nadzieję, że ja to wszystko zrobię, że to leży w moich możliwościach. Bo faktycznie – jeśli coś budujesz, to prędzej czy później zbudujesz. Jeśli coś robisz, to działanie przyniesie efekty. Jeśli czekasz na zbawienie – ono nigdy nie nadejdzie. Nikt nie jest odpowiedzialny za twoje życie, twoje szczęście, tylko ty sama. Nie możesz wymagać od męża, żeby cię uszczęśliwił. Możesz za to robić coś, co daje ci szczęście.


Los czy moja decyzja?

Nasze życie nie jest wypadkową tego, co los nam przyniesie, nasze życie jest konsekwencją naszych wyborów. Wybierasz dwie krowy – masz dwie krowy. Wybierasz studia – masz studia. Wpływ na to, czy wyślesz CV do wymarzonej firmy, masz ty. Ty decydujesz – wysłać, czy nie wysłać. Próbuj. Rób wszystko, co możesz, wiedząc, że to do ciebie należy decyzja o całokształcie twojego życia czy kariery zawodowej.